W dobie kryzysu ;)
Któregoś dnia, przy naszym wspólnym śniadaniu rzuciłam nieśmiało, że może coś z tym kryzysem zrobimy.
Wpadłam na pomysł, że napiszemy bloga i spróbujemy opisać czy można przeżyć za 500zł miesięcznie (chodzi tylko o jedzenie dla nas). Przedstawiłam Enterowi zalety tego eksperymentu i co na takiej stronie chciałabym żeby było, bo nauczyłam się już, że nie wolno rzucać pomysłów programiście nie tłumacząc mu dokładnie o co chodzi i jak ma to wyglądać.
Potrzebny był jeszcze taki szczególny haczyk i rzuciłam:
- Schudniesz!
Enter miał dobry humor, a więc szybko pojawił się uśmiech na twarzy i zaczął snuć własną wersję. A ja ucieszyłam się że łyknął przynętę.
Tak powstał kolejny blog.
Dziś rano znowu rozmowa zahaczyła o kryzys i nie chcąc już o tym słyszeć rzuciłam:
- Zapłodnij mnie
- W dobie kryzysu kochanie nie mogę
Na mojej twarzy nie pojawił się ani grymas, ani uśmiech - dalej oglądałam wiadomości i dalej zaczęliśmy rozmawiać o kryzysie.
Podsumowanie:
Czasami rzucam haczyk bez przynęty. A może wszystkiemu winny jest kryzys.
Chodzi mi po głowie:
http://ewaaa1.wrzuta.pl/audio/rL39hGbL5L/

