Czasami programista jest opiekuńczy. Dziwne, co?
Byliśmy nad morzem. Generał Enter kupił kompot z prądem i poszliśmy na plażę. Opalałam się, wypiłam dwie szklanki kompotu, pływałam, poźniej położyłam się. Dostałam udaru, choroby lokomocyjnej. Morze jak ekspres z Warszawy do Gdyni, który dudnił i dudnił. Dostałam skrętu jelit, wczesnego porodu, wszystkiego co najgorsze. Widziałam czarny tunel, a na końcu tunelu było niebieskie światło - okazało sie, że to parawan.
Wypluwałam jelito i usłyszałam:
- Jedyna co ci jest?
- Nic. Rodzę.
- To mamy to już za sobą…
Wyplułam wątrobę. Usłyszałam:
- Nie na kocyk Jedyna. Może kawy?
Wyplułam serce. A potem pustka. Myślę, ale on mnie kocha, został ze mną. Otwieram jedno oko.
NIE WIERZĘ! Otwieram drugie i widzę jak generał czyta książkę.
- Kochany dlaczego siedzisz przy mnie?
- Chciałem poczytać książkę w spokoju.
Smutna zabrałam swoje zabawki i poszłam sobie spać.
Obserwacje:
Programista nigdy nie robi nic tak po prostu. Musi widzieć w tym swój ukryty cel.
Dla przykładu:
- Generale dlaczego nie chcesz ze mną iść na spacer?
- Byłem wczoraj.
- Gdzie?
- Poszliśmy do bankomatu. Całe 10 minut. To i tak długo.
- To ja zrobię kanapki…
Objaśnienia:
- kompot z prądem - wino SANGRIA 1,5L.
- udar mózgu, poród - kolejne etapy pijackiej śmierci
- zabranie zabawek - strzelenie focha i odmaszerowanie w bliżej nieokreślonym kierunku.